czwartek, 18 maja 2017

Adios nastoletnie życie!


Dzisiaj kończę 20 lat. Zastanawiam się tylko kiedy to, do jasnej cholery, minęło? Jak? Pamiętam dokładnie swój pierwszy dzień w szkole podstawowej. Ślubowanie, pasowanie na ucznia. Dzień, w którym pisałam egzamin szóstoklasisty, jako trzynastolatka! Wtedy wydawało mi się, że trzynaście lat, to bardzo poważny wiek. W 2010 r. stałam się pełnoprawną nastolatką – zaczęłam interesować się wyglądem i bardziej tym, co myśli na mój temat otoczenie. No i najważniejsze – po wakacjach szłam do gimnazjum. Powtórzę się, ale wtedy myślałam sobie:

O matko! Gimnazjum! MUSZĘ być dorosła! MUSZĘ być poważna!

Wszędzie to muszę i muszę. Z perspektywy czasu, a zwłaszcza teraz, w dzień ukończenia przeze mnie pewnego etapu, którym było moje jestestwo jako NASTOLATKA, stwierdzam, że byłam głupia. Ale oczywiście – POLAK MĄDRY PO SZKODZIE. Zamiast korzystać z dzieciństwa tyle, ile tylko mogłam, lgnęłam do tej cholernej dorosłości jak głupia. No, ale teraz nadrabiam. Mam niby te dwadzieścia lat, ale nadal kiełbie we łbie. Gdzieś tam w środku zaczęłam się buntować. Dlaczego z wiekiem mam stawać się poważniejsza? A kto to założył? Czyli mam rozumieć, że od dzisiaj mam zacząć oswajać się z myślą, że niedługo czeka mnie śmierć, a potem niebo albo piekło?

                                                  Momento mori, Aleksandro, momento mori!      
   

,,Dzieścia”, to już nie ,,naście”, to jest wiadome. Ale chyba do końca życia pozostanę tą wiecznie nierozgarniętą nastolatką, robiącą od czasu do czasu za pajaca, bo kocham się śmiać i rozśmieszać ludzi. Wiek, to TYLKO liczba! Zapamiętajcie to, i nie postarzajcie się na siłę! Bądźcie młodzi, uśmiechnięci i szaleni! Bądźcie jacyś i nie dajcie się idiotycznym konwenansom i założeniom, na litość boską! Bo ten świat kompletnie zdziadzieje.